Walka o Kozanów 23 maja 2010.
Autor: Graf Zero dnia Maj 24th, 2010W niedzielę 23 maja, choć już mniej spektakularnie, trwała walka obronna na Kozanowie. Wały przy ulicy Celtyckiej zaczęły przemakać. Na szczęście nasze działania przyniosły efekt (pisze to w poniedziałek).
Lekko połamany i z zakwasami, już nie siadałem na rower. Wyszedłem z domu z założeniem, że jeśli coś się będzie działo to od razu zostanę na miejscu i pomogę. Najpierw wybrałem się w stronę wału obok skrzyżowania ul. Ignuta z ul. Kozanowską. W tym miejscu budowaliśmy wał w sobotę, oraz w 1997 roku. Ciężki sprzęt uszkodził poprzedniego dnia chodnik.
Woda już obniżała poziom. Ulica Kozanowska ciągle z barykadami:
Ulica Ignuta wyglądała spokojnie a wojsko już zwijało manatki, więc poszedłem w stronę ulicy Celtyckiej, gdzie zakończyłem poprzedni dzień. Po drodze widać było studzienki odpływowe, które zabezpieczaliśmy poprzedniego dnia.
Na ul. Celtyckiej przemakał wał, byłem tam około 13:30. Wojsko pomogło przetransportować część worków i rozłożyć folię… Potem zniknęli na cały dzień. Nie wiem, czy to kwestia tego, że stacje telewizyjne wycofały już swoje wozy transmisyjne. Na ulicy Celtyckiej, prawie przez całą niedzielę, pracowali wyłącznie cywile i kilku strażaków.
Transport worków z piaskiem (wojsko jeszcze było).
Dobrzy ludzie dostarczali wodę, kawę, kanapki a nawet jakieś ciepłe dania. Dzięki temu nie opadliśmy z sił. Na zdjęciu “punkt gastronomiczny” podczas zabezpieczania przecieków przy jeziorku.
Położono folię, którą następnie obciążaliśmy workami z piaskiem. Woda wydobywała się wprost z ziemi i obrzeży wału. Wojska, niestety, już wtedy nie było.
Po ukończeniu prac przy jeziorku otrzymaliśmy podziękowania i brawa od oficera straży pożarnej.

Wspierani przez uterenowiony, posiadający ponad 400KM wóz strażacki ruszyliśmy na kolejny odcinek wału (w okolicach ul. Celtyckiej 15). W ramach wsparcia był też Honker, przy którym znajdował się punkt medyczny.
Akcja doszczelniania wału trwała do ok. godziny 22:30. Strażacy zakasali rękawy i nosili worki razem z nami. Było oświetlenie z agregatu i dostawy piasku aż do wyczerpania się worków. Część z nich, już napełnionych piaskiem, została na zapas.
Około godziny 22:30 skończyło się zajęcie, lecz większość ludzi została aby móc zareagować na kolejne przecieki. Ja, mając przed oczyma dzisiejszy dzień w pracy, oddaliłem się w kierunku legowiska.
Jak zwykle było dużo młodych i zdrowych gapiów, którzy nie mieli ochoty pomóc w obronie swoich domów. Serdeczne życzenia penetracji drewnianym przedmiotem złożyłem im już we wczorajszym wpisie. Podtrzymuję. Jeśli ktoś nie ma ochoty pomóc, to powinien mieć na tyle przyzwoitości, aby nie robić sobie z naszej pracy atrakcji turystycznej.
W walkę o Kozanów zaangażowało się dużo osób. Byli to zarówno “poprawni politycznie” obywatele, kibice traktujący hasło “Twierdza Wrocław” naprawdę poważnie, przedstawiciele innych subkultur, osoby starsze oraz dzieciaki. Spotkałem ludzi, którzy przyjechali pomóc z Popowic, Nowego Dworu, Gaju i innych osiedli. Pewien mieszkaniec Kozanowa, na wieść o powodzi, przyjechał z Katowic aby pomóc nosić worki. Straż pożarna ściągnęła posiłki z Częstochowy (i zapewne innych miast). Wojsko… nieraz byli bardzo pomocni, w innych momentach znikali bez śladu – nie znam przyczyny takiego stanu rzeczy. W porównaniu do 1997 roku akcja i zaopatrzenie były lepiej zorganizowane, lecz często pojawiał się chaos, brak współpracy pomiędzy służbami oraz improwizacja. Na szczęście było widać zaangażowanie nie tylko po stronie mieszkańców, lecz również służb mundurowych.
Dlaczego miasto nie było przygotowane lepiej, niż trzynaście lat temu? Proszę o darowanie sobie politykierstwa w komentarzach. Poprzestańmy na tym, że od 1997 roku mieliśmy trzech prezydentów, których możemy rozliczyć podczas wyborów – wszyscy oni do dzisiaj prowadzą działalność polityczną.
Chciałbym serdecznie podziękować obrońcom Twierdzy Wrocław, zwłaszcza toczącym bój na Kozanowie, którego mieszkańcem od lat jestem. Jestem dumny z tego, że mieszkamy w tym samym mieście!
Pozdrawiam!
Moje wpisy dotyczące powodzi mogą być subiektywne. Zdjęcia robiłem w przerwach podczas pracy przy zabezpieczaniu osiedla. Byłem tylko w kilku miejscach, nie wszystko widziałem oraz sfotografowałem. Z pewnością gro wydarzeń umknęło mojej uwadze.















Kozanów to kawał mojego życia. Dzisiaj mieszkam daleko od Wrocławia. Od początku śledzę walkę z Wielką Wodą. Czuję teraz dumę, że tam walczyli i dalej walczą ludzie z mojego Wrocka i mojego Kozanowa. Jesteście nie do podrobienia. Dzięki
.